niedziela, 25 maja 2014

Catrice- udany początek znajomości

Nie wiem jak to się stało, ale do tej pory nie miałam żadnego kosmetyku Catrice. Ale już nadrobiłąm zaległości ;).


 Najpierw kupiłam korektor, zachęcona postem u CatKRM. Okazał się super!
Jest bardzo gęsty dlatego najwygodniej nakłada się go palcami. Pod wpływem ciepła szybko wtapia się w skórę, idealnie kryje cienie pod oczami. Na zdjęciu widoczna gruba warstwa- po roztarciu staje się prawie niewidoczny. Jest trwały, nawet przy obecnych upałach wytrzymuje cały dzień. Kosztował ok. 12zł i upolowałam go w Tesco. Mam odcień 020 Light Beige.


Drugim zakupem była szminka Ultimate Shine Gel Colour w odcieniu 060 Don't Pink and Drive. Szminka ma lekką, żelowa formułę i na ustach pozostawia delikatny kolor- jest podobna do Maybelline Colour Whisper. Nie jest bardzo trwała, ale nie tego od niej oczekiwałam. Nieźle nawilża- dla mnie w sam raz na lato.



Na pewno skusze się jeszcze na kosmetyki Catrice. Myślę o cieniach Liquid Metal. Co jeszcze polecacie?

piątek, 16 maja 2014

BB w dwóch wydaniach

Mam wrażenie, że ciężko znaleźć teraz kosmetyki bez literek BB (albo CC) w nazwie. Zaczęło się od kremów do twarzy, a na czym się skończy nie wiadomo ;). Dziś dwa BB jeden udany, drugi nie.

Błyszczyk BB Gloss Bourjois 5 in 1. 
Dziwię się, że dopiero teraz o nim piszę, ale to pewnie dlatego że mieszka w mojej torebce i nie rzuca mi się w oczy. Ale jest najlepszym błyszczykiem jaki mam.



Producent obiecuje działanie ochronne, nawilżające, wygładzające, połysk i krystaliczny blask ;).
Błyszczyk nie wysusza ust, może nawet trochę nawilża, nie lepi się i piękny kolor bez błyszczących drobinek.



Pędzelkowy aplikator pozwala na precyzyjne nałożenie na usta, błyszczyk jest trwały i ma kolor który jest jednocześnie intensywny i naturalny. Mój odcień to 01 przeznaczony dla chłodnych karnacji, jest jeszcze 02, który ma brzoskwiniowy odcień.

Drugi BB to krem do ciała Collistar. Dużą próbkę (30ml) dostałam gratis do zakupów w Douglasie. Nie jest to kosmetyk który bym kupiła. Ale skoro już go mam postanowiłam ostatnio nieco poprawić nim mój niewyjściowy bladosiny kolor łydek ;). Niestety po użyciu dalej były bladosine, ale za to z brązowymi smugami. Próbowałam dać mu szansę jeszcze kilka razy, ale zawsze efekt był ten sam.

Krem teoretycznie ma odcień dla wszystkich karnacji, co jak się okazało nie jest prawdą. Jest biały i dopiero w trakcie rozsmarowywania zmienia kolor.


A jak już się rozsmaruje to wygląda tak :/.


Na nogach jest to jeszcze bardziej widoczne. Nie mogę ocenić tego czy nawilża, bo za każdym razem musiałam go zmyć. Jedyny pozytyw to to, że nie jest to kosmetyk który kupiłam.



niedziela, 11 maja 2014

Owocowo

Dziś zestaw arbuzowo-mangowy w sam raz na zbliżające się wakacje.
Arbuzowe masło do ciała i peeling z Bielendy kupiłam w Biedronce i dostępne są chyba tylko tam. Ani opakowanie ani skład kosmetyków nie zachwycają. Ale mają obłędny zapach arbuza, który sprawia, że wszystko inne nie jest ważne ;).



 Peeling ma gęstą konsystencję co sprawia, że dość dużo spada w trakcie peelingowania. Drobinki są dosyć ostre, peeling zawiera parafinę i zostawia tłustawą warstwę na skórze. Dla odmiany masło do ciała jest dosyć lekkie i szybko się wchłania. Nawilża przeciętnie, ale paaaaaaaaaachnie :). Oba produkty kosztują 5,99zł za opakowanie 100ml.

Żeby nie było tak monotonnie to na koniec żel pod prysznic o zapachu mango z The Body Shop. Był gratisem do większych zakupów. Żel pachnie obłędnie, słodko i intensywnie. Nie wysusza skóry. Nie wiem ile kosztuje, pewnie za dużo jak na zwykły żel pod prysznic, ale nie wykluczone że się na niego skuszę ;).
Albo na inne produkty z serii mango- jest jeszcze masło, peeling, mgiełka, olejek do ciała i żel do dezynfekcji rąk.


środa, 7 maja 2014

Tłusty demakijaż

Nie zmieniłam zdania co do żelu do demakijażu z Sephory (TU) i nadal uważam, że jest świetny, ale od niedawna ma rywala- Camomile Sumptuous Cleansing Butter z The Body Shop.

Trochę bałam się, czy masło do demakijażu nie będzie zapychało mojej skóry, ale na szczęście nic takiego się nie dzieje. Jest miękkie i bardzo wydajne, używam do demakijażu oczu i wystarcza naprawdę niewielka ilość. Po nałożeniu masła po chwili przecieram oczy płynem micelarnym i to wystarcza- nie ma śladu tuszu i kredki. Dzięki swojej konsystencji pozostawia okolicę oczu natłuszczoną i nawilżoną, tak że zdarza mi się pominąć krem pod oczy.

Masło zapakowane jest w płaski słoiczek, który mieści 90ml produktu. Nie jest to dużo, ale biorąc pod uwagę jego wydajność na pewno starczy na długo. Cena to 49zł.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Wiosna na ustach- Bourjous Rouge Edition i Color Boost

Ostatnio zrobiłam duże zakupy szminkowe- konturówkę i szminkę Essence pokazywałam TU. Dziś pora na Bourjous. Skuislam się na Color Boost w odcieniu Fuchsia Libre (mam już Orange Punch) i szminkę Rouge Edition.




Color Boost to szminka/błyszczyk w modnej ostatnio formie grubej kredki. Kolor jest intensywny, błyszczący o półtransparentnym wykończeniu. Pisałam o nim TU.
Rouge Edition to "klasyczna" szminka. Mocno kryje i jest baaaardzo trwała.
Wybrałam intensywny róż- nr 12 Rose Neon Ouvert.



Główną zaletą szminki jest jej trwałość- spokojnie wytrzymuje cały dzień a przy tym nie wysusza ust. Pierwszy raz musiałam użyć płynu do demakijażu do usunięcia szminki ;). Poza tym bardzo podoba mi się jej opakowanie- proste, z czarnego plastiku ale nie tandetne. Szminka kosztuje ok 40zł i dostępna jest w 9 kolorach.

I na koniec wszystkie kolory. Po lewej stronie Color Boost, po prawej Rouge Edition.
Myślę, że będą mi towarzyszyć w makijażu całą wiosnę i lato.









sobota, 19 kwietnia 2014

Dziegciowa maska oczyszczająca do twarzy od Babuszki Agafii

Jakiś czas temu pokazywałam dużą porcję kosmetyków Babuszki Agafii, w poręcznych opakowankach (TU). Testowanie zaczęłam od Ekspresowej Regenerującej maski do włosów. Była w porządku, ale niczym szczególnym się nie wyróżniała. Następnie przyszła kolej na Zmiękczający Peeling do stóp- całkiem niezły.
Ale prawdziwym hitem okazałą się maska do twarzy. Otwierając ją po raz pierwszy trochę się bałam- zapach dziegciu nie należy do przyjemnych. A maska pachnie obłędnie! Intensywnie ziołowo, trochę męsko- chciałabym mieć takie perfumy ;). Ale nie z powodu zapachu używa się maseczek.

Po pierwszym użyciu, nie zauważyłam żadnej drastycznej zmiany. Ale już po kilku użyciach (stosuję ją 2 razy w tygodniu) skóra stała się bardziej oczyszczona i gładka, wydaje mi się też, że przed okresem pojawia się mniej krost na twarzy. Plusem jest też to, że maska nie wysusza i nie podrażnia skóry, co przy produktach oczyszczających czasem się zdarza. No i ten zapach ;).
skład


Maska jest wydajna, ale jak ją zużyję na pewno kupię kolejne opakowanie. A w międzyczasie sprawdzę jeszcze Maseczkę Odmładzającą z mlekiem łosia i Odświeżającą z Irysem.
Cena- 7zł za 100ml.



niedziela, 6 kwietnia 2014

Masło kakaowe i malina

Dwa peelingi The Body Shop. Pierwszy, którego używam już od około miesiąca pochodzi z serii z Masłem Kakaowym drugi to nowość z serii Malinowej.


Peelingi różnią się konsystencją. Kakaowy jest kremowy, z małymi dość ostrymi drobinkami, malinowy to galaretka ze ścierającymi drobinkami i pestkami malin.

Ciężko mi powiedzieć, który bardziej lubię. Kakaowy na pewno peelinguje lepiej- po użyciu skóra jest gładka i nawilżona. Dzięki temu, że ma kremową konsystencję nie spływa i nic się nie marnuje ;). Średnio podoba mi się jego zapach- jest mdły i taki bez wyrazu.
Natomiast malinowy od razu po otwarciu sprawia, że mam ochotę go zjeść. Ma bardzo intensywny, malinowy (ale nie sztuczny) zapach. Trochę gorzej ze ścieraniem. Galaretka jest dość rzadka i duża część peelingu ląduje pod prysznicem zamiast na skórze. Po użyciu nie zauważyłam, żeby skóra była gładsza.


Peeling kosztuje 69zł za opakowanie 200ml. Moim zdaniem ta cena to przegięcie. Załapałam się na promocję -30% i mimo to uważam, że kosztuje zbyt dużo. Lepiej kupić sobie dżem ;).
Gdy skończę te peelingi, wrócę do tych z Organic Shop (pisałam o nich TU)